Pepper zapukała do drzwi.
-Cześć! Co tu robisz? -spytał James Rhodes, najlepszy przyjaciel Tony'ego i Potts.
-Przyniosłam ci jedzonko- powiedziała dziewczyna podnosząc torbę z sushi do góry.
-Przecież ty nie lubisz tego.
-Ale ty tak!
Weszli do jadalni i usiedli przy stole.
-A tak na serio? Czemu przyszłaś?- zadał pytanie Rhodey- Nie żeby mi to przeszkadzało- zawsze jesteś tu mile widziana, ale nie umknęła mojej uwadze godzina ,o której przyszłaś. Jest po dwudziestej, coś się stało?
-Nic, nic. Po prostu nie miałam ochoty siedzieć z Tony'm i patrzeć jak migdali się z jakąś dziewczyną.
-Ahh, wiedziałem- westchnął mężczyzna- Zawsze przez niego jesteś smutna. Tylko czemu? Czyżbyś była zazdrosna o "przyjaciela"?
-Zazdrosna?! Nigdy w życiu- odrzekła kobieta- Ale... irytuje mnie. No bo... w jednej chwili się zachowuje jakby... Sama nie wiem- czuł coś do mnie? Obejmuje mnie, a teraz prawie mnie pocałował.
-Taaa, lecz weź pod uwagę jego stosunek do płci przeciwnej. Nie jest zbyt poważny i nie myśl sobie, że chcę cię obrazić albo coś w tym stylu - mówił James- ale bardzo prawdopodobne jest to, że zna cię długo , a ... jakby to powiedzieć?- przerwał na moment i dokończył- Nie skosztował cię.
-Nie skosztował?- wybuchła śmiechem Pepper -Jesteś uroczy, ale możesz powiedzieć wprost- nie przespał się ze mną. W sumie to możliwe.
-Tylko za nic nie mów mu ,że ci to podsunąłem! -zastrzegł dziewczynę przyjaciel.
-Naprawdę myślisz, że wejdę do domu i powiem mu naszą teorię?- spytała z niedowierzaniem kobieta i spojrzała na zegarek- Okej, muszę lecieć. Zbliża się dziewiąta. Pa!- pożegnała się i pognała do auta.
Tony latał nad miastem już prawie czterdzieści minut. Nie wiedząc co z sobą zrobić, wylądował przy domu Rhodesa.
-Puk,puk! -powiedział Stark i wszedł do salonu- Nie przeszkadzam?
-Tony? Co ty tu robisz?- zapytał przyjaciel- Tylko mi nie mów, że rozmawiałeś z Pepper,a ona ci zdradziła naszą rozmowę, bo inaczej ją zabiję!
-No właśnie...panna Potts. Ona jest moim...-mężczyzna przerwał nagle swoją wypowiedź i spojrzał na Jamesa- Ej, ale jaką rozmowę?
-Yyy, żadną- odezwał się zakłopotany człowiek- Po prostu dosłownie pięć minut temu była ona u mnie.
-Czemu?
-Nie wiem. Tak sobie tu wpadła.
-Była przybita? Smutna? Miała łzy w oczach? - zapytał podekscytowany Tony.
-Nie, nie i nie-odpowiedział Rhodey- A czemu się pytałeś o to z taką radością?
-A bo , gdyby była w którymś z tych stanów to wiedziałbym, że jej na mnie zależy.
-Nic nie rozumiem. Przecież to ty się zabawiałeś z jakąś dziewczyną?
-A więc ona ci to powiedziała, tak?
-Noo, tak. Właśnie ,dlatego tu przyszła. Powiedziała, że ją... irytujesz- dokończył speszony James.
-Ja irytujący?! - krzyknął chłopak- Na razie Rhodey!- pożegnał się i poleciał.
Potts weszła do domu, w tym samym momencie przyleciał Stark.
-Pepper!- zawołał mężczyzna, a dziewczyna ignorując go weszła do sypialni przebrać się .Poszedł za nią. Otworzył drzwi i ujrzał swoją asystentkę w samej bieliźnie.
-Aaa!- krzyknęła Pepper- Wynoś się stąd!- podeszła i wypchnęła go z pokoju.
-Ale nie masz się czego wstydzić! Naprawdę!- mówił przez drzwi Tony- Wyglądałaś prześlicznie!
-Dupek!
-Czekaj,czekaj! Nie nazywaj tak swojego szefa -zaśmiał się mężczyzna- I tak cię nie zwolnię- chociażby dla takich widoków.
-Gnojek!
- Co ja takiego zrobiłem? Po prostu tam wszedłem.
-Kretyn!
-Dobra, masz prawo być zła. Sorry!
Nie usłyszawszy kolejnego wyzwiska. Stark zbliżył się się do pokoju i usłyszał cichy płacz. Ryzykując kolejnym atakiem ,chłopak ponownie wlazł do sypialni i zobaczył -już ubraną- Potts siedzącą skuloną i szlochającą na parapecie. Tony podbiegł do niej i ją objął.
-Przepraszam! Naprawdę! To wszystko prawda- niezły ze mnie dupek, gnojek i kretyn- zaczął mówić mężczyzna- Już zawsze będę pukać.
Dziewczyna odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.
-To jest tylko kolejny powód ,dla którego cię nie znoszę- wysyczała wściekła Pepper- A teraz z łaski swojej wyjdź stąd.
-Spokojnie, już idę.
Po wyjściu Tony'ego z pokoju, Potts usiadła na fotelu i nadal płacząc myślała z lękiem, że mimo ostatnich wydarzeń- jej uczucie do niego coraz bardziej wzrastało. Kiedy ją przytulał, dotykał ona wręcz zamierała chłonąc każdy taki moment. Teraz pojawiało się ich coraz więcej i jeśli tak dalej pójdzie,to z własnej woli wepchnie się Starkowi do łóżka, a tego by nie chciała. Najgorsze było to ,że najwyraźniej gierki chłopaka i kochanie się jego z innymi dziewczynami ją kręci. Lubi się z nim droczyć. Ale bała się, że jej skrywane namiętności w końcu wybuchną- i to ze zdwojoną siłą.
Ciąg dalszy nastąpi . . .
-Cześć! Co tu robisz? -spytał James Rhodes, najlepszy przyjaciel Tony'ego i Potts.
-Przyniosłam ci jedzonko- powiedziała dziewczyna podnosząc torbę z sushi do góry.
-Przecież ty nie lubisz tego.
-Ale ty tak!
Weszli do jadalni i usiedli przy stole.
-A tak na serio? Czemu przyszłaś?- zadał pytanie Rhodey- Nie żeby mi to przeszkadzało- zawsze jesteś tu mile widziana, ale nie umknęła mojej uwadze godzina ,o której przyszłaś. Jest po dwudziestej, coś się stało?
-Nic, nic. Po prostu nie miałam ochoty siedzieć z Tony'm i patrzeć jak migdali się z jakąś dziewczyną.
-Ahh, wiedziałem- westchnął mężczyzna- Zawsze przez niego jesteś smutna. Tylko czemu? Czyżbyś była zazdrosna o "przyjaciela"?
-Zazdrosna?! Nigdy w życiu- odrzekła kobieta- Ale... irytuje mnie. No bo... w jednej chwili się zachowuje jakby... Sama nie wiem- czuł coś do mnie? Obejmuje mnie, a teraz prawie mnie pocałował.
-Taaa, lecz weź pod uwagę jego stosunek do płci przeciwnej. Nie jest zbyt poważny i nie myśl sobie, że chcę cię obrazić albo coś w tym stylu - mówił James- ale bardzo prawdopodobne jest to, że zna cię długo , a ... jakby to powiedzieć?- przerwał na moment i dokończył- Nie skosztował cię.
-Nie skosztował?- wybuchła śmiechem Pepper -Jesteś uroczy, ale możesz powiedzieć wprost- nie przespał się ze mną. W sumie to możliwe.
-Tylko za nic nie mów mu ,że ci to podsunąłem! -zastrzegł dziewczynę przyjaciel.
-Naprawdę myślisz, że wejdę do domu i powiem mu naszą teorię?- spytała z niedowierzaniem kobieta i spojrzała na zegarek- Okej, muszę lecieć. Zbliża się dziewiąta. Pa!- pożegnała się i pognała do auta.
Tony latał nad miastem już prawie czterdzieści minut. Nie wiedząc co z sobą zrobić, wylądował przy domu Rhodesa.
-Puk,puk! -powiedział Stark i wszedł do salonu- Nie przeszkadzam?
-Tony? Co ty tu robisz?- zapytał przyjaciel- Tylko mi nie mów, że rozmawiałeś z Pepper,a ona ci zdradziła naszą rozmowę, bo inaczej ją zabiję!
-No właśnie...panna Potts. Ona jest moim...-mężczyzna przerwał nagle swoją wypowiedź i spojrzał na Jamesa- Ej, ale jaką rozmowę?
-Yyy, żadną- odezwał się zakłopotany człowiek- Po prostu dosłownie pięć minut temu była ona u mnie.
-Czemu?
-Nie wiem. Tak sobie tu wpadła.
-Była przybita? Smutna? Miała łzy w oczach? - zapytał podekscytowany Tony.
-Nie, nie i nie-odpowiedział Rhodey- A czemu się pytałeś o to z taką radością?
-A bo , gdyby była w którymś z tych stanów to wiedziałbym, że jej na mnie zależy.
-Nic nie rozumiem. Przecież to ty się zabawiałeś z jakąś dziewczyną?
-A więc ona ci to powiedziała, tak?
-Noo, tak. Właśnie ,dlatego tu przyszła. Powiedziała, że ją... irytujesz- dokończył speszony James.
-Ja irytujący?! - krzyknął chłopak- Na razie Rhodey!- pożegnał się i poleciał.
Potts weszła do domu, w tym samym momencie przyleciał Stark.
-Pepper!- zawołał mężczyzna, a dziewczyna ignorując go weszła do sypialni przebrać się .Poszedł za nią. Otworzył drzwi i ujrzał swoją asystentkę w samej bieliźnie.
-Aaa!- krzyknęła Pepper- Wynoś się stąd!- podeszła i wypchnęła go z pokoju.
-Ale nie masz się czego wstydzić! Naprawdę!- mówił przez drzwi Tony- Wyglądałaś prześlicznie!
-Dupek!
-Czekaj,czekaj! Nie nazywaj tak swojego szefa -zaśmiał się mężczyzna- I tak cię nie zwolnię- chociażby dla takich widoków.
-Gnojek!
- Co ja takiego zrobiłem? Po prostu tam wszedłem.
-Kretyn!
-Dobra, masz prawo być zła. Sorry!
Nie usłyszawszy kolejnego wyzwiska. Stark zbliżył się się do pokoju i usłyszał cichy płacz. Ryzykując kolejnym atakiem ,chłopak ponownie wlazł do sypialni i zobaczył -już ubraną- Potts siedzącą skuloną i szlochającą na parapecie. Tony podbiegł do niej i ją objął.
-Przepraszam! Naprawdę! To wszystko prawda- niezły ze mnie dupek, gnojek i kretyn- zaczął mówić mężczyzna- Już zawsze będę pukać.
Dziewczyna odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.
-To jest tylko kolejny powód ,dla którego cię nie znoszę- wysyczała wściekła Pepper- A teraz z łaski swojej wyjdź stąd.
-Spokojnie, już idę.
Po wyjściu Tony'ego z pokoju, Potts usiadła na fotelu i nadal płacząc myślała z lękiem, że mimo ostatnich wydarzeń- jej uczucie do niego coraz bardziej wzrastało. Kiedy ją przytulał, dotykał ona wręcz zamierała chłonąc każdy taki moment. Teraz pojawiało się ich coraz więcej i jeśli tak dalej pójdzie,to z własnej woli wepchnie się Starkowi do łóżka, a tego by nie chciała. Najgorsze było to ,że najwyraźniej gierki chłopaka i kochanie się jego z innymi dziewczynami ją kręci. Lubi się z nim droczyć. Ale bała się, że jej skrywane namiętności w końcu wybuchną- i to ze zdwojoną siłą.
Ciąg dalszy nastąpi . . .
Uhuu! Robi się coraz ciekawiej! :D
OdpowiedzUsuńNom, zgadzam się! :)
UsuńHehe kocham takiego bezczelnego Tony'ego!!! C:
OdpowiedzUsuń